Zmniejszamy ryzyko inwestycyjnego portfela. O obligacjach

        Z czym nam się kojarzą obligacje ? Zapewne każdy to słowo w swoim życiu słyszał. Gdyby zrobić uliczną sondę i dowolnie wybranej grupie osób zadać pytanie czy inwestowanie w obligacje jest bezpieczne, lub przynajmniej bezpieczniejsze od inwestowania w akcje, zapewne większość odpowiedziałaby twierdząco. Obligacje kojarzą nam się przede wszystkim z bezpieczeństwem inwestycji, niewielkim ryzykiem, ale i długim okresem trwania i mizernymi zyskami. Kojarzymy je ze Skarbem Państwa. Jednak jak się okazuje obligacja obligacji nierówna, a w praktyce często inwestowanie w obligacje obarczone jest większych ryzykiem niż inwestowanie w inne papiery wartościowe. Ale po kolei…

     Obligacje są to papiery wartościowe odzwierciedlającym dług emitenta względem nabywcy. Emitent, czyli wystawca obligacji, pożycza pieniądze od pożyczkodawcy (inwestora) i zobowiązuje się do zwrotu pożyczki (wartości nominalnej obligacji) wraz z odsetkami we wcześniej ustalonym terminie. Opis ten oddaje jeden z rodzajów obligacji (z kuponem odsetkowym), jednak na potrzeby tego wpisu jest wystarczający do zrozumienia ich znaczenia.

     Najpopularniejsze i wszystkim znane obligacje są emitowane przez Skarb Państwa. Inne rodzaje obligacji to obligacje korporacyjne emitowane przez przedsiębiorstwa, czy obligacje municypalne (komunalne) emitowane przez jednostki samorządów terytorialnych. Nas najbardziej interesować będą obligacje skarbowe oraz korporacyjne.

      Właścicielem obligacji możemy stać się na trzy sposoby – diagram poniżej.

      Detaliczne obligacje skarbowe nabywamy poprzez rachunek w domu maklerskim banku PKP BO. Obligacje emitowane przez Skarb Państwa można nabyć również na rynku wtórnym, gdzie wybór dostępnych papierów wartościowych jest znacznie większy (obligacje korporacyjne, komunalne, skarbowe, listy zastawne itd.). Na naszej giełdzie funkcjonuje rynek handlu obligacjami „Catalyst”, gdzie obligacjami handluje się tak samo jak akcjami. Trzecim sposobem jest zapisanie się na obligacje emitenta w ramach jego oferty pierwotnej i wypełnienie formularza.

Pożyczmy pieniądze budżetowi Państwa...

     Najpierw spróbuję krótko omówić obligacje skarbowe. Obecnie Skarb Państwa oferuje obligacje w wariantach jak poniżej.

      Pierwsze dwa typy to obligacje o stałym oprocentowaniu kolejno 0,50% oraz 1,00 w skali roku, z tym, że pierwsze z nich to obligacje 3 miesięczne, a drugie 2 letnie. W przypadku tych dwóch rodzajów wiemy z góry ile zarobimy na inwestycji., Oprocentowanie tych papierów nie porywa. Niestety jego wysokość wprost zależy od ustalanych przez Narodowy Bank Polski stóp procentowych, a te obecnie są na dnie (0,1%). Przekłada się to na oprocentowanie naszych lokat, rachunków oszczędnościowych oraz właśnie obligacji skarbowych. Są też tego dobre strony, szczególnie dla tych, którzy spłacają kredyty hipoteczne ze zmiennym oprocentowaniem którego wysokość również zależy od wysokości stóp procentowych. O samych stopach, inflacji i wpływie polityki monetarnej Państwa jeszcze kiedyś napiszę szerzej.

      Kolejne obligacje to 3 letnie obligacje o zmiennym oprocentowaniu, gdzie przez pierwsze 6 miesięcy oprocentowanie wynosi 1,1%, a w kolejnych miesiącach oprocentowanie równe jest stawce WIBOR 6M (obecnie jest to 0,25%).

     Moim zdaniem najciekawsze spośród wszystkich obligacji skarbowych są te indeksowane inflacją: 4 letnie oraz 10 letnie. Po pierwsze są oprocentowane najwyżej ze wszystkich obligacji: obligacje 4 letnie 1,30% w pierwszym roku, a 10 letnie 1,70%. Oczywiście jest to bardzo mało, ale w kolejnych latach w obu przypadkach wysokość oprocentowania liczona jest jako suma stałej marży odsetkowej (obecnie 0,75% dla obligacji 4 letnich oraz 1,00% dla obligacji 10 letnich) oraz wskaźnika inflacji dla 12 miesięcy. Dla przykładu w grudniu wskaźnik ten wynosił 2,4%. Sam Narodowy Bank Polski wyznaczył sobie średnioroczny cel inflacyjny na poziomie 2,5% w kolejnych latach. Czy inflacja może spaść ? Może. Czy może wzrosnąć ? Może. Sami musimy odpowiedzieć na pytanie co jest bardziej prawdopodobne, jednak można z dużym prawdopodobieństwem założyć, że skoro sam bank centralny zakłada cel na poziomie około 2,5% w skali roku, to mając odpowiednie narzędzia, będzie starał się utrzymywać poziom cen na tym właśnie poziomie.

     Ostatnie dwa rodzaje obligacji są dla osób korzystających z programu 500+. Są to kolejno obligacje 6 letnie oraz 12 letnie indeksowane inflacją. Oprocentowanie tych pierwszych to 1,50% w pierwszym roku, a tych drugich 2,00% przez pierwsze 12 miesięcy. W kolejnych latach oprocentowanie liczone jest na takiej samej zasadzie jak dla standardowych obligacji 4 oraz 10 letnich, z zastrzeżeniem, że marża odsetkowa dla obligacji rodzinnych to 1,25% dla 6 letnich obligacji oraz 1,50% dla obligacji 12 letnich. Jak widzicie oprocentowanie to jest wyższe niż w przypadku standardowych papierów skarbowych. Niestety, nie możemy kupować dowolnej ilości obligacji rodzinnych. Ich ilość ograniczona jest wysokością środków otrzymanych z programu 500+. Dla przykładu rodzina posiadająca dwójkę dzieci i pobierająca środki od 12 miesięcy będzie mogła zakupić obligacji rodzinnych za kwotę max. 12.000 PLN (500 PLN x 12 m. x 2 dzieci). Takich ograniczeń nie ma w stosunku do standardowych obligacji.

Pożyczmy pieniądze firmie...

   Innym rodzajem obligacji są te emitowane przez przedsiębiorstwa. Pełną listę oferowanych przez firmy obligacji korporacyjnych możemy znaleźć na stronie: Aktualne emisje – obligacje Dla przykładu obecnie prowadzona jest oferta dwóch przedsiębiorstw – zrzut poniżej:

     Obligacje możemy nabywać zapisując się na nie w ramach aktualnych ofert. Zazwyczaj na stronie emitenta udostępniony jest formularz zapisu, który trzeba wypełnić i odesłać na wskazany adres. Czasem obligacje korporacyjne mogą być również oferowane przez banki lub inne instytucje finansowe będące w takich wypadkach pośrednikiem.

   Jak widać na przykładzie aktualnych ofert oprocentowanie wydaje się bardzo atrakcyjne w porównaniu do obligacji skarbowych, nie mówiąc już o lokatach, czy rachunkach oszczędnościowych. Gdzie jest zatem haczyk ?

    Po pierwsze część takich ofert nie dochodzi ostatecznie do skutku ze względu na brak zainteresowania. Ważniejszy jest jednak drugi powód. Obligacje przeciętnemu Polakowi kojarzą się z instrumentem bezpiecznym, a na pewno instrumentem obarczonym mniejszym ryzykiem inwestycyjnym niż akcje. Tymczasem nie zawsze jest to prawda, wystarczy przytoczyć tu przykład firmy Getback – powiedzcie coś o bezpieczeństwie osobom, które mają ich obligacje. Zapewne każdy z Was o tym przykładzie słyszał, ze względu na skalę problemu, jednak nie jest to absolutnie przypadek odosobniony. Ciekawy artykuł na temat niewykupionych obligacji można znaleźć na stronie Dna Rynków pod tym adresem: Obligacje korporacyjne rekordowo niewypłacalne

    Z artykułu powyżej pochodzą dwa wykresy, które chciałem Wam pokazać. Pierwszy pokazuje cały rynek obligacji notowanych na giełdzie (rynek Catalyst), które nie zostały wykupione w terminie zapadalności. Obejmuje zarówno emisje duże powyżej 10 MLN PLN jak również emisje poniżej tej wartości.

    Procentowy udział niewykupionych emisji nie wygląda źle (około 5,5% udziału w ogóle emisji), jednak pamiętać trzeba, że na rynku tym obecne są również papiery skarbowe. Wartość niewykupionych emisji woła jednak o pomstę do nieba. W roku 2019 suma wszystkich takich niespłaconych pożyczek przekroczyła 1 miliard PLN. Widać też spory wzrost wartości w roku ubiegłym. Nie tylko afera Getback się do takiego wyniku przyczyniła. Inne przypadki to PBG oraz Vivid Games z emisji większych oraz Eurocent czy Xsystem z emisji mniejszych. Dla przykładu dwie ostatnie firmy oferowały obligacje z oprocentowaniem kolejno 8,5% oraz 10%. Jak widać w tym wypadku obiecane zyski były tylko na papierze…

Warto się w tym momencie zastanowić z czego wynika taka, a nie inna oferta emitenta. Przyznam szczerze, że mnie też zawsze dziwiło dlaczego firma decyduje się na emisję obligacji oprocentowanych np. 7% w skali roku podczas, gdy w banku otrzymać może kredyt na dużo lepszych warunkach (1-2%) ? Od razu na myśl przychodzi rozwiązanie tej zagadki – widocznie żaden bank nie chce takiej firmie dać kredytu i szuka ona głupiego wśród inwestorów. Jednak pomimo faktu, że taka odpowiedź może być po części prawdziwa to jednak powodów emisji może być więcej.

Po pierwsze emitent do sposobu wykorzystania pieniędzy pozyskanych poprzez obligacje może podejść bardziej elastycznie. Banki dając kredyt muszą wiedzieć dokładnie na co, po co i ile (środki można wykorzystać tylko w ramach danego projektu). Z pieniędzy pozyskanych z obligacji nie trzeba się tak spowiadać. Mogą być one wykorzystane właściwie dowolnie. Dodatkowo banki żądają do udzielanych kredytów zabezpieczeń. Obligacje mogą być niezabezpieczone. Na koniec warto wspomnieć również o kosztach okołokredytowych – prowizjach czy opłatach za odnowienie. W przypadku emisji obligacji dodatkowych kosztów nie ma. Nie zawsze wyższe oprocentowanie obligacji musi oznaczać potencjalne kłopoty i złą wolę emitenta.

Spójrzcie teraz na drugi wykres z artykułu DNA Rynków pokazujący tylko niewykupione emisje poniżej 10 MLN PLN. Co do zasady emisje takie powinny być właśnie dla indywidualnych inwestorów (często w ramach większych emisji trzeba dysponować sporym kapitałem, aby zapisać się na dane papiery wartościowe).

    Prawie co piąta emisja zakończyła się brakiem wykupienia. To i tak poprawa względem roku 2019, gdzie ponad 1/3 wszystkich emisji zakończyła się problemami pożyczkodawców. Często w przypadku kiedy obligacje są niezabezpieczone to inwestorzy pozostają w takim wypadku z niczym. Po kilku latach nie odzyskują ani złotówki z zainwestowanego kapitału. Jak widać więc nie wszystkie obligacje są synonimem bezpieczeństwa i niskiego ryzyka. O ile inwestor zna ryzyko i świadomie podejmuje decyzje co do zaangażowania w tego typu obligacje to żaden problem. Kłopoty zaczynają się jednak kiedy instytucje finansowe oferują mniej świadomym klientom tego typu produkty zapewniając o ich bezpieczeństwie, bo to przecież obligacje.

Poniżej jeszcze tylko tabelka pokazująca największe emisje z 2019 roku.

     W przypadku dużych emisji i stabilnych podmiotów oprocentowanie jest znacznie mniejsze…jak zwykle mniejsze ryzyko to mniejszy zysk.

Rynek wtórny obligacji - rentowność obligacji, a ich cena...

     Jak już nadmieniłem obligacje możemy nabywać albo w ramach oferty pierwotnej (obligacje skarbowe poprzez rachunek rejestrowy lub zapisy na obligacje korporacyjne poprzez formularze emitenta), albo na rynku wtórnym. W Polsce giełda obligacji (Catalyst) działa równolegle do GPW. I tutaj na chwilę się zatrzymamy…

     O ile w przypadku obligacji skarbowych detalicznych czy korporacyjnych (o ile nie są notowane na giełdzie) znamy z góry cenę obligacji oraz odsetki jakie zostaną nam wypłacone, o tyle w przypadku obligacji notowanych na rynku Catalyst cena obligacji jest zmienna – może spadać lub rosnąć tak jak w przypadku akcji. Zależy to w dużej mierze od zmian rentowności obligacji, a więc zmian ich oprocentowania. Należy zapamiętać, że rentowność i cena obligacji są odwrotnie skorelowane – kiedy rośnie w czasie oprocentowanie (rentowność) to spada cena obligacji i odwrotnie, kiedy spada rentowność to rośnie cena papierów dłużnych.

      Wytłumaczyć to spróbuję na przykładzie. Jeśli dziś kupujemy roczną obligację o cenie nominalnej 100 PLN, oprocentowanej 10% w skali roku, to wiem, że po roku otrzymam 10 PLN odsetek oraz 100 PLN ceny nominalnej – razem 110 PLN. A teraz wyobraźmy sobie, że miesiąc po zakupie rządzący ogłaszają podniesienie stóp procentowych, co oznacza między innymi podniesienie oprocentowania kredytów, lokat i obligacji skarbowych. Teraz te same roczne obligacje kosztujące 100 PLN są oprocentowane 20% w skali roku. Ktoś kto je kupi po roku będzie miał 120 PLN. Sytuacja ta denerwuje nas, bo chcemy zarobić więcej jednak nie mamy już środków. Możemy jednak sprzedać naszą obligację na giełdzie i kupić nową. Tylko nikt już nie kupi jej od nas za tyle ile my na nią wydaliśmy Ale może zapłacić mniej. Płacąc za nią 95 PLN na koniec inwestycji dostanie 110 PLN, zarobi więc ogólnie 15 PLN. Tak samo jak my, gdyż straciliśmy co prawda 5 PLN na sprzedaży naszej pierwotnej inwestycji, ale kupując nową obligację zarobimy na niej 20 PLN, co w prostym rachunku da nam zysk na poziomie 15 PLN zamiast 10 PLN. I tak to mniej więcej działa (wiem, że przykład nie jest doskonały, gdyż w prawdziwym życiu cena zapewne byłaby inna, chodzi jednak o pokazanie zasady działania rentowności i ceny obligacji).

      Dzięki dostępnym na rynkach finansowych instrumentom nie musimy ograniczać się jedynie do naszych rodzimych obligacji. Zarówno poprzez fundusze inwestycyjne TFI (obligacyjne, dłużne) oraz poprzez giełdę zakupując jednostki funduszy pasywnych ETF, o których pisałem przy okazji funduszy akcji. Jako, że jestem zwolennikiem funduszy ETF niż TFI, to krótko opowiem o tych pierwszych.

      Fundusze ETF obligacyjne dają nam dostęp do obligacji z całego świata – amerykańskich, europejskich, rynków rozwiniętych, rozwijających się, krótkoterminowych i długoterminowych. Do wyboru do koloru. Fundusze te skupują obligacje o danym charakterze, a jednostki tych funduszy notowane są na giełdzie. Kupujemy je tak samo jak ETF akcyjne. Przykładem takiego ETF jest np. notowany na giełdzie w Londynie iShares $ Treasury Bond 20+yr UCITS ETF, który skupia obligacje skarbowe amerykańskie o najdłuższym terminie zapadalności – 20-30 lat. Innym przykładem podobnym do naszych obligacji indeksowanych inflacją jest SPDR Barclays U.S. TIPS UCITS ETF, który skupia właśnie amerykańskie obligacje, gdzie marża zależy od poziomu inflacji. Instrumenty te dostępne są poprzez rachunki w niektórych domach maklerskich jak mBank czy BOŚ. Trzeba jedynie pamiętać, że notowane one są w dolarze amerykańskim. Także przy zakupie trzeba pamiętać o ryzyku walutowym, które działać może jak miecz obusieczny – przy niezmiennych notowaniach samego funduszu możemy albo realnie tracić – jeśli dolar będzie się osłabiał względem złotówki lub zyskiwać jeśli dolar będzie się względem złotego umacniać. No dobrze, ale skoro obligacje notowane na giełdzie tracą na wartości przy wzrastającej rentowności, to co wpływa na to, że rentowność obligacji wzrasta lub spada ?

    Jednym z powodów jest polityka monetarna Banków Centralnych na świecie (głównie amerykańskiego FED oraz europejskiego EBC) oraz ustalany przez nie pozom stóp procentowych. Zawsze kiedy banki centralne podnoszą stopy procentowe rośnie rentowność obligacji, a kiedy je obniżają rentowność obligacji maleje. Warto w tym momencie spojrzeć na wykres obrazujący cykl rentowności obligacji. Przedstawia on co prawda obligacje amerykańskie jednak cykle te zazwyczaj obejmują mniej więcej tak samo cały świat – tendencje do podnoszenia bądź obniżania rentowności są mniej więcej jednakowe na całej kuli ziemskiej.

rentowność obligacji

     Od lat 50 XX wieku rentowność ta rosła do ponad 15% w skali roku. Było to spowodowane chęcią pohamowania inflacji, która przyspieszała po II wojnie światowej. Po szczycie w latach 80. nastąpił zwrot na południe i do dzisiaj rentowności obligacji nie tylko amerykańskich, ale obligacji z całego świata, szorują po dnie. W niektórych krajach są nawet poniżej 0, co wydawało się jakiś czas temu mało prawdopodobne (przykłady Szwajcarii, Niemiec czy Holandii). Narodowy Bank Polski ustami Prezesa Głapińskiego również przy okazji niedawnej konferencji stwierdził, że nie wyklucza w Polsce ujemnych stóp procentowych.

Miejsce obligacji i ich rola w moich portfelach...

     Co nas czeka w przyszłości ? Oczywiście tego nie wiemy, jednak skoro historia się nie powtarza, lecz rymuje (M. Twain), to możemy zakładać z dużą dozą prawdopodobieństwa, że jeszcze za naszego życia czeka nas zwrot całego cyklu. Piszę o tym dlatego żeby przybliżyć Wam tło makroekonomiczne w jakim podejmuje decyzje inwestycyjne. Powyższa krzywa i przede wszystkim jej dalszy bieg ma duże znaczenie przy wyborze konkretnych instrumentów do moich portfeli inwestycyjnych. Spodziewając się w długim terminie wzrostu rentowności będę albo całkowicie unikał, albo przynajmniej mocno niedoważał w swoich portfelach obligacje notowane na giełdach.

     Przedstawię Wam teraz w jakich konkretnie portfelach widzę miejsce dla obligacji i dlaczego, oraz spróbuję wytłumaczyć jakie rodzaje obligacji wybieram.

     Przede wszystkim obligacje wykorzystuję do mojej poduszki finansowej. Połowę zgromadzonych tam środków zamierzam zainwestować w obligacje skarbowe indeksowane inflacją. W portfelu tym chodzi przede wszystkim o bezpieczeństwo środków i jak najlepsze zabezpieczenie ich przed inflacją, więc uważam, że jest to najlepsza ze wszystkich opcji. W razie potrzeby obligacje mogę w miarę szybko sprzedać (ryzykując ewentualnie utratę odsetek) i odzyskać zainwestowany kapitał. Środki są w takim wypadku zwracane w przeciągu kilku dni roboczych. W tym momencie całość środków zgromadzonych w ramach poduszki finansowej leży na lokatach, które założyłem jeszcze w poprzednim roku – oprocentowanie na 2,0% w skali roku. W lutym, kiedy okres promocyjnego oprocentowania na lokatach się zakończy, zamierzam rozdzielić środki na kolejne promocyjne lokaty (50% środków) oraz właśnie obligacje skarbowe (50% środków).

     Pozwolę sobie tutaj na małą dygresję odnośnie bezpieczeństwa obligacji skarbowych. W przypadku obligacji ryzyko w ich inwestowanie jest tak duże jak bezpieczny jest ich emitent. Jeśli inwestujemy w obligacje emitowane przez małą firmę, mającą problemy finansowe, to zdajemy sobie sprawę, że ryzyko takiej inwestycji jest duże. Inwestując zatem w obligacje skarbowe trzeba zadać sobie pytanie w jakim stanie są finanse emitenta, a więc w tym wypadku Polski. Zdaje sobie sprawę, że o rządzących można mieć różne zdanie. Wiem, że w historii zdarzają się i będą zdarzać bankructwa państw powodujące utratę pieniędzy przez osoby inwestujące w obligacje skarbowe. Chodzi jednak o prawdopodobieństwo takich wydarzeń. Stan finansów naszego kraju mógłby być oczywiście lepszy, jednak na pewno nie stoimy na krawędzi bankructwa. Jesteśmy, w oczach międzynarodowych instytucji, uznawani za kraj wiarygodny i wypłacalny. Nie mam więc obaw, przynajmniej w najbliższych latach, o swoje pieniądze lokowane w obligacjach skarbowych. Trzeba sobie zdawać sprawę, że każda inwestycja wiąże się z określonym ryzykiem, nie ma pewnych i całkowicie bezpiecznych aktywów. Mogę sobie wyobrazić krach na giełdach powodujący spadek wartości akcji o 70% lub więcej. Jestem w stanie uwierzyć w możliwość wystąpienia u nas scenariusza cypryjskiego i zajęcia środków na naszych lokatach. Nie wykluczam również delegalizacji posiadania złota i innych metali szlachetnych lub ich nacjonalizację tak jak to miało miejsce w USA w poprzednim wieku. Bankructwo kraju też jest na liście rzeczy, które moim zdaniem mogą się wydarzyć. To wszystko już świat finansów widział i nie wykluczone, że zdarzy się to znowu w przyszłości. Jednak realnie trzeba ocenić, że prawdopodobieństwo wystąpienia tych zdarzeń jest w naszym przypadku niskie. Przynajmniej na ten moment. Cały czas bojąc się o swoje środki nie można inwestować, a trzymając wszystkie oszczędności w skarpecie każdego roku realnie się traci z powodu inflacji.

safe, security, prosperity

       Obligacje skarbowe wykorzystuję również w portfelu długoterminowym oraz portfelu dzieci. Ich rola sprowadza się tam do ograniczenia wielkości możliwych spadków podczas bessy na giełdach. Jak wyjaśniłem w poprzednim wpisie akcje mają być lokomotywą dla poszczególnych portfeli. Mają napędzać wzrosty dzięki temu, że w długim terminie są aktywem, które spisuje się najlepiej. Jednak pamiętać trzeba, że z powodu kryzysów finansowych i krachów na giełdach (które zdarzają się w miarę regularnie) akcje potrafią tracić na wartości nawet 70% i więcej w dosyć krótkim czasie. W takich momentach ciężko spokojnie patrzeć jak oszczędności naszego życia topnieją w oczach. Dlatego w swoich portfelach posiadam aktywa, które w takich momentach zachowują się lepiej. Obligacje skarbowe, indeksowane do tego inflacją, są dla mnie hamulcem bezpieczeństwa dla mojej lokomotywy. W razie krachu na giełdzie być może całkowicie nie uchronią przed zderzeniem z przeszkodą, ale dzięki zmniejszeniu prędkości straty powinny być mniejsze.  Spory udział obligacji w obu portfelach znacznie ograniczać ma straty jakie notować będzie podczas bessy cały zainwestowany kapitał. O ile w portfelu dzieci posiadam tylko obligacje skarbowe detaliczne (głównie dla beneficjentów 500+), o tyle w portfelu długoterminowym nie wykluczam posiadania również obligacji notowanych na giełdach (ETF na obligacje amerykańskie). Tutaj jeszcze ostateczne decyzji nie podjąłem, ale nawet jeśli znajdą się one wśród moich inwestycji to ich udział nie będzie przekraczał 5%-10% wartości całego portfela. Tak niski udział jest spowodowany tym o czym pisałem wcześniej – w długim terminie spodziewam się wzrostu rentowności, co będzie się przekładało na ceny takich obligacji. Mimo to obligacje takie są traktowane jako bezpieczna przystań i są odwrotnie skorelowane z rynkiem akcji – podczas bessy ich wartość rośnie. Widać to doskonale na poniższym wykresie pokazującym zachowanie globalnego rynku akcji oraz amerykańskich obligacji w czasie ubiegłorocznego kryzysu w lutym i marcu.

      Niebieska linia to wykres ETF na akcje z całego świata, żółta to ETF na długoterminowe obligacje amerykańskie, które są w świecie finansów traktowane jako bezpieczna przystań w trakcie sztormów. Jak widać w okresie od 19.02.2020 do 23.03.2020 akcje straciły prawie 34%, podczas gdy obligacje zyskały ponad 8%. Wyobraźmy sobie, że cały nasz kapitał ulokowany mamy w akcjach i obserwujemy jak w jeden miesiąc nasz portfel topniej o ponad 1/3 i nie wiemy wtedy jeszcze czy to koniec spadków. Uwierzcie mi, że ciężko w takim momencie spać spokojnie. Jednocześnie przy portfelu, gdzie środki ulokowane są po równo na akcje i obligacje, taki spadek to już „tylko” 13%. A pamiętać trzeba jeszcze, że w tym samym czasie znacznie wzrósł kurs dolara (jako waluta rezerwowa na świecie traktowany jest jako bezpieczna przystań), co jeszcze mocniej zmniejszyłoby straty.

      Te dwa portfele (emerytalny i dzieci) są portfelami długoterminowymi, gdzie nie interesuje mnie jazda jak na kolejce górskiej, raz w górę, raz mocno w dół. Interesuje mnie powolne budowanie kapitału przy jednocześnie ograniczonym ryzyku – chcę po prostu spokojniej spać i nie stresować się możliwością ogromnych obsunięć na kapitale. Dlatego właśnie w portfelach tych jest miejsce dla obligacji.

     Zaznaczam, że każdy sam powinien podejmować decyzje inwestycyjne w oparciu o tolerancję na ryzyko. Absolutnie nie sugerujcie się moimi decyzjami inwestycyjnymi. Powyższe informacje nie są żadną rekomendacją.

     W kolejnym tygodniu spodziewajcie się dwóch wpisów – najpierw do środy powinien ukazać się post o metalach szlachetnych i surowcach zamykający ciąg wpisów o poszczególnych aktywach. A już w kolejny weekend przedstawię szczegółowo portfel moich dzieci wraz z wynikami za pierwsze dwa miesiące jego działania. Pozdrawiam !

graph, success, cooperation

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona korzysta z ciasteczek. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close