Spowiedź InwestoraAmatora, czyli o moich błędach w pierwszym roku inwestowania

mistake, error, facepalm

       Do zainwestowania pierwszej złotówki na finansowych rynkach zabrałem się, uważam, od właściwiej strony. Nie rzuciłem się od razu w wir zakupów, a przez pierwsze miesiące jedynie stałem sobie z boku przyglądając się temu jak działa giełda. Zdobywałem podstawową wiedzę poprzez literaturę, czytałem specjalistyczne blogi oraz analizy, a nawet ukończyłem szkolenie organizowanie przez Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie. Chciałem być dobrze przygotowany. Nie raz i nie dwa czytałem lub słyszałem o podstawowych błędach, które popełniane są przez początkujących inwestorów. Myślałem, że wszystkie moje działania spowodują, że będę w stanie ich uniknąć. Niestety myliłem się…teoria swoje, a jak pokazało życie, praktyka to zupełnie inna kwestia.

Człowiek uczy się na błędach. Szkoda, że zazwyczaj swoich…

    W pierwszym roku swojego inwestowania popełniłem chyba wszystkie możliwe błędy. Mam nadzieję, że w przyszłości popełnię ich mniej. Na szczęście nie były one kosztowne. Być może właśnie zdobyta wiedza uchroniła mnie przed gorszymi decyzjami i poniesieniem strat. 

     W dzisiejszym wpisie przedstawię Wam po kolei moje wszystkie błędy, o których pamiętam i, o których mam nadzieję będę pamiętał przy okazji każdej kolejnej inwestycji.

Poniżej lista moich „grzechów głównych”…

1. Brak cierpliwości...

       Kiedy w maju 2020 roku założyłem w końcu swoje konto maklerskie w Banku Ochrony Środowiska byłem przekonany, że jestem gotowy do inwestowania. Wtedy jeszcze byłem fanem analizy fundamentalnej więc zabrałem się do skanowania polskiej giełdy w celu znalezienia prawdziwych perełek. Pamiętam, że używając skanera dostępnego z poziomu mojego konta szukałem spółek „tanich” (wskaźnik cena/zysk poniżej 10), o stabilnym poziomie zadłużenia oraz wypłacającym dywidendę. Te kryteria przynajmniej pamiętam, lecz na pewno nie były one jedynymi jakimi się kierowałem. Skaner „wypluł” mi około 10 spółek, z których wybrałem 3, które wydawały mi się najbardziej interesujące: Unimot, Izostal, APS Energy.

      Unimot wybrałem dlatego, iż znałem tę firmę wcześniej. Nie bezpośrednio, ale jest to jeden z klientów mojego klienta J Wiem jak to brzmi, ale taka jest prawda. Nie zadałem sobie trudu, aby dowiedzieć się czegoś o Unimocie od mojego klienta. Ale trafiała do mnie często korespondencja pomiędzy nimi i z mojej perspektywy wszystko wyglądało na bardzo uporządkowane (czego nie mogłem powiedzieć o innych klientach mojego klienta). Jednocześnie spółka zapowiedziała, że wypłaci dosyć wysoką dywidendę 1,97 PLN/akcje, a jej wyniki poprawiały się z roku na rok. Ostatnim argumentem za tą inwestycją była osoba Prezesa jak i całego zarządu, który prowadził bardzo otwartą komunikację z inwestorami.

      Izostal oraz APS Energy wybrałem ze względu na obiecujące moim zdaniem perspektywy dla obu spółek. Pierwsza z firm zajmuje się izolacją rur stalowych i jak się dowiedziałem z Internetu w tej części Europy jest swego rodzaju monopolistą na rynku. Jednocześnie przeczytałem trochę o planach naszego gazownictwa na rozbudowę sieci, co uważałem przełoży się na przyszłe zysku firmy. APS Energy jest firmą produkującą systemy zabezpieczeń dla energetyki. Tutaj również miałem nadzieję na dobre perspektywy ze względu na rozbudowę sieci przesyłowej w naszym kraju oraz dodatkowo liczyłem na skonkretyzowanie się planów budowy elektrowni atomowej. Wszystkie 3 inwestycje w zamierzeniu miały być dokonywane na dłuższy termin i zakup ich akcji pochłonął „oszałamiającą” kwotę około 5.000 PLN J

     Jeśli chodzi o Unimot to do inwestycji tej powrócę jeszcze przy okazji innego błędu. Teraz skupię się na moich pozostałych dwóch perełkach. Jeśli chodzi o APS to już po kilku dniach zacząłem się źle czuć z tą inwestycją. Nie wiem do końca z czego to wynikało jednak miałem złe przeczucia. Przeczytałem między innymi, że firma skorzystała z tarczy finansowej, co sugerowało spore pogorszenie wyników finansowych. Jednak tak naprawdę nawet po tej informacji nic się z kursem złego nie działo. Kurs oscylował w granicach ceny, którą zapłaciłem za akcje spółki. Jednak męczyło mnie to coraz bardziej, aż w końcu sprzedałem akcje z minimalnym zyskiem, o którym nawet nie warto wspominać. Cała inwestycja trwała więc…uwaga….2 tygodnie! Tak…., inwestycja planowana na długi termin nie dawała mi spokoju na tyle, że zakończyłem ją bez żadnych innych przesłanek po 15 dniach. Dramat. Kiedy kupowałem akcje APS kosztowały one w okolicach 1,50 PLN/akcja, dzisiaj akcje te są warte 4,40 PLN/akcje J Co więcej, już 2-3 dni po mojej decyzji akcje rozpoczęły spory raj w górę wzrastając o ponad 100%.

      Izostal był podobnym przypadkiem. Tutaj jednak nie czułem się z inwestycją źle. Akcje zakupiłem mniej więcej w tym samym czasie co akcje APS i Unimotu. Zniechęciłem się do tej inwestycji, gdyż nic się ciekawego z kursem nie działo. Kompletnie nic, plaża. Kurs przez całe tygodnie oscylował wokół ceny zapłaconej przeze mnie. Napływało sporo dobrych informacji o kolejnych wygranych przetargach, a jednak kurs ani drgnął. Spółkę kupowałem po około 2,50 PLN. Sprzedałem akcje po 2 miesiącach tracąc na całej transakcji jakieś grosze. Mimo wszystko nie powinienem tak szybko rezygnować, przecież plan zakładał pozostanie w tej inwestycji na dłuższy okres. Dziś akcje są warte 3,10 PLN/akcja.

2. Ciągłe przeglądanie notowań...

     Myślę, że każdy musi przez to przejść. Nie wyobrażam sobie, że ktoś zaczyna inwestować, robi to pierwszy raz w życiu i namiętnie nie śledzi notowań kupionych przez siebie aktywów. Można przeczytać tysiące porad, aby szczególnie przy inwestycjach na dłuższy termin, kupić i zapomnieć. Koniec końców po kupnie cały czas korcić was będzie, żeby zerknąć choć na chwilę na notowania i sprawdzić jak radzi sobie spółka.

      Moim zdaniem zgubiło mnie to przy moich pierwszych inwestycjach. Chciałem inwestować w fundamenty firmy, a męczyło mnie, że kurs nie rośnie już teraz, już dzisiaj…, że nic się nie dzieje. Takie codzienne sprawdzanie po kilka, kilkanaście razy w czasie sesji kosztuje naprawdę sporo nerwów i niepotrzebnie zajmuje nasz czas. Łatwo wtedy o błąd i poddanie się niepotrzebnym emocjom. Prościej stracić cierpliwość. Potrzebowałem ponad 6 miesięcy zanim zmieniłem podejście. Dzisiaj jest już dużo lepiej, chociaż zdarzają się dni, że niepotrzebnie ekscytuje się tym co dzieje się z zakupionymi przeze mnie akcjami. Sądzę, że jeszcze minie trochę czasu zanim całkowicie unikać będę tego błędu.

3. Zbyt łatwe poddawanie się euforii...

     Ten błąd popełniłem tylko raz jednak okazał się kosztowny. Wspominałem już kupno akcji Unimotu. Przyznać się muszę, że mam do tej firmy ogromny sentyment. Po pierwsze dlatego, że była to moja dziewicza inwestycja J Po drugie ze względu na to jak mocno wkręciłem się w samą spółkę. Analizowałem jej sprawozdania, uczestniczyłem w kilku konferencjach online oraz przeglądałem dostępne rekomendacje. Czułem się jak prawdziwy inwestor, współwłaściciel przedsiębiorstwa.

    Pierwszych zakupów akcji Unimotu dokonałem w maju przy okazji otwarcia rachunku maklerskiego, Ich ilość podwoiłem jeszcze w tym samym miesiącu po czym dokupiłem jeszcze mały pakiet po otrzymaniu dywidendy. Średnia cena zakupu oscylowała w granicach 34 PLN za akcje. Z rynku płynęły same dobre wieści. Kurs rósł jak na drożdżach osiągając w pewnym momencie poziom ponad 50 PLN/akcja. I wtedy właśnie dałem ponieść się euforii. Nie dostrzegłem, że o spółce zrobiło się za głośno, że stała się jedną z szerzej komentowanych. Na niektórych forach pisano już scenariusze, gdzie za momencik, za kwartał lub dwa za akcje będzie trzeba płacić nie 50, a 100 PLN. Akurat zwolniło mi się trochę gotówki z innych źródeł więc postanowiłem skorzystać i podwoić ponownie ilość akcji Unimotu w swoim portfelu. Czułem, że jak tego nie zrobię to wkrótce pociąg mi odjedzie na dobre, a ja zostanę na peronie ze swoim marnym pakietem. Ostatnich zakupów dokonałem pod koniec lipca za około 51 PLN/akcja. Jak się zapewne domyślacie nie była to dobra decyzja. Już po kolejnych kilku dniach kurs zaczął dołować. Widząc co się dzieje i nie chcąc całkowicie utracić papierowych zysków sprzedałem wszystkie akcje za około 42 PLN. Zamiast kilkunastu złotych na akcji zarobiłem trochę ponad 3 PLN/akcja.

     Cała ta sytuacja nauczyła mnie jednego. Euforii można w łatwy sposób starać się unikać. Łączy się to z poprzednim błędem. Należy jak najrzadziej zaglądać na notowania i nie śledzić medialnego szumu wokół walorów Waszej inwestycji. Po drugie obecnie staram się raczej szukać okazji do sprzedaży kiedy akcje jakiejkolwiek spółki, którą mam w portfelu robią się zbyt popularne. Wielu zawodowych inwestorów mawia, że jeśli o danej inwestycji słyszycie już wszędzie, od taksówkarza czy w kolejce po zakupy to oznacza to, że nadchodzi najlepszy czas do sprzedaży i zgarniania zysków. Skoro w daną spółkę zainwestowali już wszyscy to kto jeszcze miałby to zrobić, aby podbić jej cenę ? 

4. Zbyt duża obawa o utratę zysków...

     W poprzednim roku miał miejsce największy debiut w historii naszej giełdy. Na warszawskim parkiecie pierwszy raz notowana została spółka Allegro. Nikomu jej przedstawiać nie trzeba, zna ją pewnie każdy. Zainteresowanie akcjami naszego giganta sprzedażowego było przeogromne zarówno wśród instytucji jak i inwestorów indywidualnych. Wśród tych drugich konieczna była redukcja w wysokości około 85%. Dla tych co nie wiedzą o co chodzi – w przypadku kiedy popyt na nowo emitowane akcje jest większy niż oferowana ich ilość dokonywana jest odpowiednio proporcjonalna redukcja zapisów – każdy inwestor dostaje proporcjonalnie mniej papierów, aby starczyło dla wszystkich chętnych (nie obowiązuje zasada kto pierwszy ten lepszy). W przypadku Allegro jeśli ktoś chciał kupić akcje tej spółki za 100.000 PLN otrzymał ich mniej więcej za równowartość 15.000 PLN. Cena emisyjna wynosiła 43 PLN. Mi udało się zapisać na 140 akcji.

       Liczyłem, jak chyba wszyscy, na bardzo dobry debiut. Nie miałem określonej strategii jednak uznałem, że będę zadowolony z zarobku rzędu 30-50% już w pierwszym dniu i jeśli cena wzrośnie do tego poziomu to od razu sprzedam akcje. Mój optymizm wiązał się z ogromnym zainteresowaniem akcjami spółki, jej popularnością, a także całkiem niezłymi perspektywami. Dodatkowo w związku z tym jak ogromna była to sprawa dla całej giełdy liczyłem, że uda mi się osiągnąć cel już na pierwszej sesji.

      Okazało się, że miałem racje. Notowania Allegro otworzyły się na poziomie 65,00 PLN, co dawało zysk na poziomie 51%. Ja jednak nie sprzedałem swoich akcji od razu. Chciałem poczekać licząc na rozwój sytuacji. Niestety po pierwszych minutach notowań kurs zaczął spadać i osuwać się z 65 PLN do poziomu około 60 PLN. Widząc to, w obawie przed dalszym osuwaniem się kursu, sprzedałem swoje akcje za 61 PLN/akcja. Dlaczego uważam, że to błąd skoro w jedną godzinę zarobiłem 2500 PLN ?

      Kurs w kolejnych dniach poszybował do poziomu około 100 PLN/akcja. Nawet dziś po sporej przecenie jest wyżej niż cena po jakiej ja sprzedałem swoje akcje (na dzień 23.02. za akcje płaci się około 65 PLN). Nie chodzi jednak nawet o potencjalny zysk jaki mogłem osiągnąć. Przecież przyszłości nikt nie zna i równie dobrze Allegro mogło by znajdować się na przeciwnym poziomie cenowym. Chodzi mi o poddanie się emocjom. Dałem się ponieść krótkotrwałej panice, kiedy kurs po wysokim otwarciu zaczął się systematycznie, dość szybko osuwać. Bojąc się utraty papierowych zysków sprzedałem czym prędzej swoje akcje praktycznie w najgorszym momencie.

     Zawsze lepiej sprzedać akcje z mniejszym zyskiem niż czekać na lepszy moment i ostatecznie ponieść stratę. Jednak w przypadku Allegro całą transakcję poprowadziłem w iście amatorski sposób. Zakładany przeze mnie zysk mogłem osiągnąć już na otwarciu sesji, a mimo to wbrew „sygnałowi wyjścia” z transakcji czekałem Bóg wie na co. Potem kiedy sytuacja zaczęła się szybko pogarszać spanikowałem. Bardzo dobra nauczka na przyszłość.

5. Kierowanie się zdaniem innych...

      Kiedy człowiek zaczyna się czymś interesować chłonie wiedzę jak gąbka. Wszystko jest ciekawe, wszystkie analizy czy opinie wydają się takie prawdziwe i inteligentne. Na początku jako „nowi” nie umiemy oddzielać dobrych, skutecznych porad od „fałszywych proroków”. To wszystko sprawia, że jesteśmy podatni na sugestie, szczególnie te przeczytane w mądrych książkach. Tak samo było ze mną.

      Na początku mojej przygody, po kilku grubszych lekturach miałem głowę pełną pomysłów. Niestety nie były to moje pomysły stworzone na podstawie zdobytej wiedzy, a pomysły skopiowane od mądrych ludzi. Nie ma tu cienia ironii. Naprawdę uważam, że wszyscy autorzy, których polecam w dziale inspiracje dzielą się swoją przeogromną wiedzą i warto przeczytać co mają do powiedzenia i przekazania. Niestety, częściowo podświadomie, uległem ich sugestiom na tyle, że wykonałem kilka swoich pierwszych transakcji bez głębszego zastanowienia. Nie poszukałem informacji na własną rękę, nie zgłębiłem tematu, nie sprawdziłem także czy może istnieją opinie przeciwstawne. Nie ma nic złego w słuchaniu mądrych ludzi jednak nie należy robić tego bez własnej analizy.

     Jednym z takich zaczerpniętych pomysłów była inwestycja w rynek rosyjski (ETF na największe spółki z Rosji) oraz w małe spółki wydobywcze metali szlachetnych (również w postaci ETF-u). Nie były to, jak się okazało, złe decyzje. Może gdybym nie zakończył tych transakcji tak szybko jak to zrobiłem osiągnąłbym całkiem pokaźny zysk. A tak wszystko skończyło się na kilkuset złotych na plusie. Jednak zysk wynikał bardziej ze szczęścia niż z dobrej, opartej na dogłębnej analizie decyzji (co gorsza nie do końca mojej). Kolejny raz mój błąd i wynikająca z niego lekcja nie były dla mnie kosztowne. Do czasu… i kolejnego błędu…

6. Brak konkretnego planu działania...

    Jak mogliście przeczytać tutaj obecnie staram się inwestować według kilku konkretnych kroków – swoistego planu inwestycyjnego. Jednym z ważnych podpunktów jest określenie policzalnych, sprecyzowanych sygnałów wejścia i wyjścia. Jeden z moich największych błędów w dotychczasowej przygodzie dotyczył właśnie braku takowych sygnałów. W przypadku poprzednich błędów mogliście przeczytać, że z ich powodu nie zarobiłem w ogóle, albo mniej niż mogłem. Mimo to nie odnotowywałem strat. To teraz pora na przykład, który spowodował, że cały mój wcześniejszy zysk stał się jedynie wspomnieniem.

    Mniej więcej w połowie października podjąłem decyzję o większym zaangażowaniu w akcje na warszawskiej giełdzie. Wcześniej nie miałem otwartych żadnych transakcji więc na rachunku maklerskim moje pieniądze ziewały z nudów. Akurat od swoich wakacyjnych szczytów nasza giełda zaliczyła sporą korektę (co widać na poniższym wykresie), więc uznałem, że to dobry moment na kupno kilku spółek.

         Powyższy spadek w granicach 10% dotyczy indeksu WIG, który w zamyśle reprezentuje zachowanie się wszystkich spółek w Polsce. Konkretne spółki mogły spaść bardziej lub w ogóle, ale chodzi o pokazanie tendencji całej giełdy. Do swojego portfela wybrałem spółki Unimot, Grodno, ML System, Grupa Azoty, PZU, Lotos oraz Harper. Powody były różne. Niektóre ze spółek, jak Unimot, Grodno czy ML System, były po srogich przecenach od swoich wakacyjnych szczytów (sięgających prawie 40%), w przypadku innych liczyłem na wysokie dywidendy (PZU). Jeszcze inne jak Harper były przed publikacją swoich rekordowych wyników (tak się wydawało). Na koniec pozostały te, które według mnie po covidowych dołkach czekała lepsza przyszłość i wzrost kursu ich akcji (Lotos oraz Azoty). Byłem przekonany, że po dłuższym okresie kiedy kurs tych wszystkich spółek spadał nastąpi przełom i sytuacja się odwróci. Niestety moja strategia miała szereg wad:

  • Po pierwsze brak było sprecyzowanego horyzontu czasowego – nie wiedziałem czy lokuję pieniądze na tydzień, miesiąc, rok. Kompletnie o tym nie myślałem
  • Po drugie brak było sprecyzowania wyraźnych sygnałów wejścia i wyjścia – moja analiza przeprowadzona przed inwestycją miała znamiona analizy fundamentalnej, ale bez konkretnego planu. Tak naprawdę każda ze spółek wybierana była na podstawie różnych kryteriów, które ciężko było sprecyzować. Zagrała tu bardziej intuicja niż ściśle obliczona strategia. Poza tym nie określiłem jakie warunki muszą zostać spełnione, abym sprzedał akcje zakupionych spółek.

      Braki w strategii spowodowały, że bardzo łatwo dawałem się ponosić emocjom. Nie miałem solidnych fundamentów, na których dokonywałem transakcji. Wszystko to spowodowało, że tak naprawdę byłem bezbronny, nie miałem punktu odniesienia i nie wiedziałem co robić dalej. Szczególnie, że rynek akurat miał zamiar zanotować dalszy, bardzo głęboki spadek….

      W kolejnych dniach obserwowałem jak właściwie wszystkie spółki notują coraz niższe poziomy. Jedynie akcje spółki Harper oraz ML System udało mi się sprzedać z minimalnym zyskiem. Pozostałe spółki zanotowały solidnego nurka. Poniżej wykres szerokiego rynku (indeksu WIG) dla kolejnych dwóch tygodni – spadek o kolejne 8%.  

     Widząc jak topnieje mój kapitał nie wytrzymałem i sprzedałem posiadane akcje. Decyzję taką podjąłem, gdyż w międzyczasie widząc co się dzieje postanowiłem, że maksymalną stratę jaką zniosę wyznaczać będzie poziom zarobionych wcześniej pieniędzy na giełdzie. Sprzedając po kolei wszystkie spółki straciłem praktycznie wszystko co zarobiłem wcześniej na inwestycjach w Unimot, Allegro itd.

    Od tamtej pory wiem, że brak planu to jeden z największych błędów jakie popełniłem… 

7. Zła ocena swojej tolerancji na ryzyko...

    Nieco później postanowiłem zainwestować w dwie inne spółki, które akurat notowały słaby okres – Torpol i Astarta. Nie chodzi jednak o to, aby opisywać powody dlaczego akurat wybrałem te spółki, a nie inne. W tym przypadku chodzi o coś zupełnie innego. Zainwestowałem stosunkowo mały kapitał w każdą z nich z wyraźnym postanowieniem, że ich kurs może spaść jeszcze 30% niżej, a ja i tak zniosę to jak mężczyzna i nie poddam się panice.

    Jak się okazało moja tolerancja na ryzyko była mniejsza niż sądziłem. Na rynku akurat zapanowała mała panika i kursy obu spółek poleciały w bardzo krótkim czasie na łeb, na szyję. Nie wytrzymałem i sprzedałem praktycznie wszystko w najgorszym momencie. Niedługo później na giełdę wróciły wzrosty, a ja mogłem tylko patrzeć jak pociąg mi odjeżdża Dość powiedzieć, że dzisiaj akcje Astarty warte są ponad 2 razy więcej niż wtedy kiedy je kupowałem J

     Była to bardzo dobra nauczka na przyszłość. Myślę, że nawet warta swojej ceny i tych kilkuset złotych straty. Przynajmniej dowiedziałem się, że nawet przy stosunkowo niewielkiej inwestycji mam problem z większymi obsunięciami kapitału, szczególnie jeśli odbywa się to w bardzo krótkim czasie.

    Od tamtej pory wiem, że pomiędzy tym co uważamy, że zniesiemy, a faktycznym poziomem ryzyka jakie jesteśmy w stanie ponieść występuje zasadnicza różnica.

8. Niezachwiana wiara w sukcesy debiutów na giełdzie...

     Na koniec najnowsza nauczka sprzed dosłownie tygodnia. Do samych debiutów giełdowych (IPO) wrócę jeszcze w przyszłym miesiącu, bo uważam ten temat za interesujący. W tym wpisie chciałem się jedynie skupić na ogólnym błędzie jaki popełniłem w przypadku moich inwestycji we wchodzące na GPW spółki.

     Pamiętam, że ponad dekadę temu wziąłem udział jako inwestor w debiutach dwóch spółek – PZU oraz GPW. Wtedy giełdą nie interesowałem się w ogóle. Nawet nie wiem skąd wziąłem pomysł na ulokowanie środków w te dwa podmioty. Przypominam sobie, że specjalnie na potrzeby inwestycji założyłem rachunek maklerski w banku BZWBK, a przy wszystkim pomagał mi mój wujek, który na giełdzie był obecny od dłuższego czasu. Akcje obu spółek sprzedałem w pierwszym dniu ich wejścia na giełdę zaliczając zysk w wysokości około 1500 PLN. Po tych transakcjach rachunek swój zamknąłem.

     W poprzednim roku jak już mogliście przeczytać zainwestowałem w akcje Allegro. Znów cała inwestycja zakończyła się dla mnie sukcesem (chociaż mogło być lepiej). Poza tym odbyło się kilka innych debiutów już bez mojego udziału, z których każdy kończył się sporym wzrostem kursu. Można było ulec wrażeniu, że debiuty kolejnych spółek to świetny sposób na łatwy i szybki zarobek. Dałem się ponieść tej fali entuzjazmu…

    W poprzednim tygodniu na GPW wchodziła spółka Huuuge Games – jeden z dużych graczy na rynku darmowych gier mobilnych. Dość powiedzieć, że debiut ten był największym ze wszystkich dotychczasowych debiutów producentów gier w Polsce. Tak jak w przypadku Allegro popyt na akcje był tak duży, że potrzebna była redukcja rzędu 97%! Każdy kto zapisał się na 100 akcji po redukcji otrzymał ich zaledwie 3. Byłem pewny, że dzięki tak wielkiemu zainteresowaniu zarówno inwestorów indywidualnych jak i instytucji finansowych debiut okaże się sukcesem podobnym do Allegro. Finalnie otrzymałem 29 akcji…

    W którejś książce przeczytałem mądre zdanie, że rynek zawsze dąży do unieszczęśliwienia jak największej liczby uczestników. Myślę, że praktycznie wszyscy, którzy posiadali akcje Huuuge liczyli na spory zarobek. Niestety wszyscy się mylili. Debiut okazał się bardzo słaby. Akcje jedynie przez krótką chwilę znajdowały się powyżej ceny emisyjnej (50 PLN). Debiut zakończył się na cenie 49,50 PLN za akcje, gdzie w ciągu dnia spadała ona nawet do okolic 46 PLN. Podczas sesji w dniach 22.02.- 23.02. spadała dalej osiągając przez moment nawet cenę 38 PLN/akcję, co oznacza spadek o prawie 25% od ceny emisyjnej! Na szczęście dzięki tak ogromnej redukcji nie posiadam oszałamiających ilości akcji i mogę sobie pozwolić na wyczekiwanie na lepsze czasy. W zamyśle miała być to inwestycja krótkoterminowa, a być może czeka mnie dłuższa przygoda z walorami tej spółki. Gdzieś kiedyś przeczytałem, że inwestor długoterminowy to inwestor krótkoterminowy, któremu nie wyszło. Bardzo trafne…

     Myślę, że historia z producentem gier nauczy mnie bardziej dogłębnej analizy spółek, które wchodzą na giełdę. Nie każdy debiut musi się jak widać kończyć sukcesem. Na giełdzie nie ma łatwych pieniędzy…

      Więcej grzechów nie pamiętam, za wszystkie żałuję i obiecuję poprawę…

     Mam nadzieję, że wszystkie te błędy sprawią, że będę lepszym inwestorem. Poprawę w niektórych obszarach już widzę. Nie przeglądam nałogowo notowań, nie ekscytuje się tak bardzo spadkami jak i wzrostami, a każda moja inwestycja jest poparta określoną strategią i planem działania. Do pełnego wyeliminowania wszystkich błędów daleka droga przede mną. Poza tym myślę, że największy inwestycyjny błąd jeszcze przede mną… J Liczę, że po przeczytaniu tego wpisu Wam uda się popełniać jak najmniej błędów i być lepszym inwestorem ode mnie.

    Już za tydzień przedstawię Wam wyniki portfela moich dzieci po kolejnym pełnym miesiącu pracy. Sam jestem ciekawy co pokażą tabelki w Excelu na koniec lutego.

Do zobaczenia !

boy, facepalm, child

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona korzysta z ciasteczek. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close